Il gattopardo

Zmęczył mnie Tomasi di Lampedusa, chociaż naprawdę się starałam. Więc chociaż nie jestem wielką admiratorką włoskiej kinematografii, zdecydowałam się na Viscontiego. Przyznam, że różnica niewielka: jeden nudził słowem, drugi obrazem. Bo na Boga: ile można oglądać walca?!

Jednakże nie był to czas stracony, nawet jeśli główna refleksja okazała się zbieżna z moimi własnymi przemyśleniami. Czasami warto zatrzymać się nad swoimi myślami…

Książę Salina jest zmęczony. Nie ma złudzeń i wie, że bez względu na to, jakiej ideologii użyjemy w roli argumentu, wszelkie rewolucje mają w zasadzie tylko jeden cel: wymianę świń u koryta. Chociaż on używa tu elegancko pojęć „gepardy” i „szakale”. Owcom jest obojętne, kto je zeżre.

I nie ma znaczenia, czy mówimy tu o zacofanej cywilizacyjnie Sycylii końca dziewiętnastego wieku, czy o dwudziestopierwszowiecznej Polsce.

Myślę, że zarówno lektura, jak i seans filmowy, powinny być w tym przypadku poprzedzone choćby minimalną edukacją odnośnie historii Sycylii i Włoch okresu zjednoczenia… Inaczej trudno mówić o odpowiednim odbiorze niesionych przez Geparda treści.

© 2020, Jo.. All rights reserved.