Zeszyt z przepisami

Najwyraźniej nudzi mi się, bo zaczęłam wymyślać. I wymyśliłam, niestety.

Ponieważ znudziły mi się segregatorki (chyba mam ich za dużo…), a na wydanie książki kucharskiej mnie stale nie stać, postanowiłam zapisać wszystkie swoje przepisy w zeszycie.

Zdziwilibyście się, gdybym po prostu wzięła normalny zeszyt i zapisała sobie w nim receptury, prawda? No właśnie… JA chyba też.. I w ten oto sposób zafundowałam sobie kolejne kompleksy…

Bo co ja zrobiłam? Ano przeszukałam Internet. A on mi wyrzucił takie rzeczy, ale TAKIE RZECZY, że po prostu…

Ostatecznie poszłam na łatwiznę i zakupiłam notesik Moleskine, przeznaczony na receptury. Znaczy przepiśnik. Nieco praktyczniejszy od zwykłego zeszytu, bo posiadający numerowane strony i indeks. Oraz podzielony na cztery działy, z których dwa pierwsze natychmiast przechrzciłam. To się nazywa: dostosowanie do własnych potrzeb.

Chyba pozostałe też pozmieniam, ale nie wiem na jakie.

Po co ta cała zabawa? Bo nie opuszcza mnie obsesyjna myśl, że jeśli szlag trafi Internet albo WordPressa, stracę wszystko, co przez lata gromadziłam. Dlatego chciałam mieć drukowaną książkę. Bo druk, to druk. I oczywiście może spłonąć czy coś tam, wieczny nie jest, ale mimo wszystko bardziej niezależny niż Internet.

Niestety przy okazji załatwiłam sobie kompleksy, ponieważ ja kompletnie nie umiem rysować, a bazgrzę od zawsze jak kura pazurem. A już odkąd głównie posługuję się klawiaturą moje gryzmoły stały się jeszcze koszmarniejsze i sama patrzeć na nie nie mogę.

Wiecie jakie piękne zeszyty z przepisami robią ludzie? Aż usiadłam z wrażenia! Znaczy zanim znienawidziłam Pinteresta i wyłączyłam kompa. Rysunki produktów. Potraw całych. Pokazane na obrazkach gotowanie. Te literki takie śliczniusie. I zapewne nikomu żaden marker nie przebija na drugą stronę…

Ale potem pomyślałam, że przecież ważniejsze jest uchronienie przepisów przez utratą. Trudno – nie będę mieć ślicznego BuJo z przepisami, ale za to jak zrobię ratatuję, to mi mąż z wrażenia poleci po kolejną butelkę MP. I chrzanić resztę.

Siedzę teraz i przepisuję. Przynajmniej mi się nie nudzi…

© 2020, Jo.. All rights reserved.