Maraton

Za chwilę zaczynamy urodzinowo-imieninowy maraton.

Zanim ruszycie z wyśmiewaniem mojego maślanego charakteru, braku konsekwencji i w ogóle życiowej pierdołowatości, pragnę nadmienić, że nic z tych rzeczy.

Nie, nie zapomniałam krzywd doznanych w tym roku i konsekwentnie stawiam opór.

Tak się składa, że w czerwcu mamy trzy okoliczności imprezowe: urodziny Kuby oraz imieniny Jana i Piotra. I jedyną moją winą jest zasugerowanie panom, że mogliby połączyć okoliczności i jeśli muszą – zrobić jedną imprezę.

Nie wiem, czy zauważyliście, że ja tu w ogóle nie występuję? No.

W naszym przypadku ta jedna impreza oznacza trzy części, bo przecież byłoby za łatwo.

Nie, no jasne, że wolałabym raz, a dobrze, ale tak się składa, że dom mamy kompaktowy, przy stole na raz mieści się ograniczona liczba osób, polska pogoda jest nieprzewidywalna i kiedy planujesz grilla czy inne garden party – z pewnością spadnie deszcz, a ja nie mam obszernej altany przy basenie, żeby być gotową na każdą opcję.

Prawdę mówiąc basenu też nie mam. Tak dla jasności.

Zatem ze względów lokalowych impreza musiała zostać podzielona na dwie części i za chwilę ma się zacząć pierwsza. Domowe garden party.

Odrobina wyobraźni, no!!!

Ponieważ zdycham (tak, zdaję sobie sprawę, że to dość niestosowne w obecnych okolicznościach), siedzę jeszcze w watykanie, a panowie ogarniają. Nie mam pojęcia jak im idzie. Od czasu do czasu udzielam jakiejś dobrej rady lub porządkującej wskazówki. Reszta należy do nich.

Kiedyś muszą zacząć sobie sami radzić.

© 2020, Jo.. All rights reserved.