DPD i szczyt szczytów

Siedzimy sobie w domu. Wszyscy.

Ja w kuchni, Piter na callu, Kuba przy swoim kompie.

BB po lekcjach proponuje, że weźmie Lunę na spacer.

Zaraz za furtką znajduje przesyłkę, na którą czekałam.

Jak wspomniałam: wszyscy siedzimy w domu. Kurier Robert nie był uprzejmy dostarczyć przesyłki. Nawet nie zadzwonił domofonem, żeby ktoś się pofatygował do furtki i ją odebrał. Po prostu mieliśmy się DOMYŚLIĆ, że czymś pieprznął na chodnik.

Nie, nie było napisane, że notes. Równie dobrze mógł tam być Kuby translator. Elektroniczny. Za tysiąc dwieście złotych. Albo DVD z filmem, który zamówiliśmy mu na urodziny.

W ten sposób dotarło do nas kilka książek. W czasie deszczu. Muszę opowiadać w jakim stanie była zawartość kartonowego opakowania?

KURWA MAĆ NO DO CIĘŻKIEJ CHOLERY

THIS IS WAR!!!

Oczywiście dziewczyny (Ewelina i Agnieszka) natychmiast zapowiedziały reklamację w DPD i obiecały mi nowy planerek, ale do ciężkiej cholery przecież nie o to chodzi. Przez jakiegoś palanta robi się problem, którego w ogóle nie powinno być! Bo on bierze pieniądze, ten człowiek, za wykonanie swojej pracy. To znaczy: za dostarczenie adresatowi do rąk własnych przesyłki, za którą ktoś inny zapłacił. Przesyłki zawierającej czyjąś pracę. Coś, co ktoś musiał wymyślić, stworzyć, zainwestować pieniądze na realizację. Jak można tym pieprznąć za furtkę i nawet nie upewnić się, że ktoś się zorientuje, że coś leży na chodniku?

Minęło pół godziny na beznadziejnych próbach dobicia się do DPD. NA ich stronie internetowej nadal chce ze mną gadać Boot. Maila odbija, że nie można niby go dostarczyć, chociaż adres wzięłam z ich strony. Dziewczyny poprawiły mi humor…

Nie ma to jak odpowiedni kurs 😀

W zasadzie ten obrazek jest uniwersalny, więc go tu wrzucam. Chrzanić kuriera Roberta. Przyda mi się dla męża… Czy tam dla kogo.

© 2020, Jo.. All rights reserved.