Walizka

Skoro nigdzie nie wyjeżdżamy, to przynajmniej kupię sobie walizkę.

Nie żadne he he, tylko sprawa jest poważna. Gdzieś tam w odmętach Internetu bieliejet niczym parus adinokij mój pełen smutku i desperacji tekst o pakowaniu last minute własnej walizki, kiedy panicze i jaśniepan już dawno spakowani (przeze mła, rzecz jasna) stoją we drzwiach (samochodowych) i zniecierpliwieni tupią nóżką… Nóżkami. Rozmiar czterdzieści plus.

Rzecz w tym, że ja się zawsze pakuję na końcu. Jak już przewalę listy bagażowe panów. Pouzupełniam brakujące części garderoby. Popiorę, wyprasuję, poskładam, poupycham. To się budzę, że przecież ja też jadę na te wakacje. Nic więc dziwnego, że na zdjęciach wyglądam jak chłopka, co to państwu dzieciów pilnuje.

No i ja to postanowiłam zmienić, zawczasu opracowując własną listę rzeczy na wyjazd. Czasu mam pod dostatkiem, bo najprędzej gdzieś wyjedziemy za rok, albo i półtora, biorąc pod uwagę przyszłoroczny kataklizm majowo-czerwcowy. Znaczy ukończenie szkół przez paniczów. Kto wie? Może to będą ostatnie wakacje w moim życiu? Warto się do nich przygotować?

No i oprócz tej listy zaistniał temat walizki. Bo ja się dotychczas pakowałam w kabinówkę, no wiecie – taką niespełna 40 litrową. A w ubiegłym roku się w nią po prostu nie zmieściłam, co wywołało u mnie gigantyczną frustrację. I zanim doszłam DLACZEGO, to bliska byłam załamania.

A wyjaśnienie zagadki: „Dlaczego, Jo., nie zmieściłaś się w kabinówkę, chociaż przecież schudłaś?”, jest bardzo proste. Bo nie prałam.

No dobra, powiem wszystko. Nie prałam na wyjeździe. Wcześniej pakowałam nas z uwzględnieniem prania, więc i rzeczy było mniej. Ale ostatnio kilka razy pojechaliśmy na wakacje z kompletem ubrań na cały pobyt, bo nie bardzo mieliśmy jak robić pranie podczas wyjazdu.

Zaczęło się chyba od szerszeni… A potem mi się spodobało i postanowiłam nigdy więcej nie pilnować pralki, kiedy moi panowie idą na plażę.

[bardzo bym prosiła o pozostawienie tego akapitu BEZ komentarzy]

I ja tak z ciekawości przeczytałam opis tej mojej ulubionej walizki. A tam stało, jak byk: „na 2-3 dni”…

Jak dodatkowo pakowaliśmy torbę na hotelowy nocleg po drodze, to jakoś wszystko upychałam, ale nasz aktualny samochód nie mieści czterech walizek i jeszcze toreb do hotelu i ten wariant bezpowrotnie odpada. To znaczy do czasu, kiedy wygramy milion w lotto i kupimy nowego Grand Voyagera. Póki co musimy się ograniczyć do jednej walizki na osobę i dlatego właśnie muszę mieć większą. Chociaż wolałabym GV.

Ja jestem gadżeciara i po wielu, wielu latach wreszcie udało mi się skompletować bagaże. Bo wcześniej zawsze kończyli produkcję kompletowanej przeze mnie serii zanim doszłam do połowy. A teraz wreszcie mi się udało i jestem posiadaczką kompletu: walizka kabinowa, torba weekendowa (nią właśnie uzupełniałam bagaż podstawowy), torba kosmetyczna (w którą pakuję znacznie więcej niż kosmetyki, chyba że do takich ktoś zalicza suszarkę i żelazko) i wieszana kosmetyczka (idealnie sprawdzająca się w niegrzeszących nadmiarem półek wyjazdowych łazienkach). Szukam zatem średniej walizki American Tourister Summer Voyager (niech mi chociaż nazwa zostanie po Kanonierce) w kolorze navy blue.

Hm…

Nie ma.

Skończyli produkować. Jakieś dwa czy trzy lata temu.

Przekopałam cały Internet. W końcu znalazłam. Jedną jedyną sztukę. Na wyprzedaży.

Tylko że po drodze (jak adekwatnie, prawda?) wyprztykaliśmy się z funduszy… No i jak ja mam tu teraz mężowi (który tak na marginesie zapomniał mnie poinformować, że mi obcina budżet domowy i znienacka po prostu dostałam o 1/4 mniej pieniędzy na życie), że muszę wydać trzy stówy na walizkę…

Na dodatek w roku, w którym nigdzie nie wyjeżdżamy…

Uratować mnie mogła tylko skrajna oszczędność.

„Piter, jeśli nie kupię tej walizki teraz, to za chwilę jej nie będzie. A to znaczy, że będę musiała od nowa skompletować. Walizkę. Torbę weekendową. Torbę kosmetyczną. I kosmetyczkę wiszącą…”

Przyjedzie jutro.

Walizka.

Bo Piter chwilowo zamarł i nigdzie się nie wybiera.

Парус

Белеет парус одинокий
В тумане моря голубом…
Что ищет он в стране далёкой?
Что кинул он в краю родном? 

Играют волны – ветер свищет,
И мачта гнётся и скрипит…
Увы, – он счастия не ищет
И не от счастия бежит! 

Под ним струя светлей лазури,
Над ним луч солнца золотой
А он, мятежный, просит бури,
Как будто в бурях есть покой!

Михаил Юрьевич ЛЕРМОНТОВ

© 2020, Jo.. All rights reserved.