Sesja

Chwała bogom wiosenna sesja zbliża się ku końcowi, co znacznie wzrasta moje szanse na przeżycie. Sesja BlueBoya – na wypadek, gdyby ktoś miał wątpliwości.

Wygląda na to, że zamkniemy rok dość przyzwoicie, przy czym kompletnie mam w poważaniu średnią na świadectwie, a raczej chodzi mi o minimalne zmotywowanie potomka do jakiegokolwiek wysiłku.

[z podkreśleniem: MINIMALNE i JAKIEGOKOLWIEK]

Myślę, że będzie lepiej, jeśli nie opiszę wam jak wygląda robienie lekcji – tak, tych „zdalnych” i odrabianie prac domowych w czasach epidemii… Chociaż może przesadzam, bo w sumie dość podobnie pracujemy od kilkunastu lat, znaczy od pierwszej klasy podstawówki. Tylko zakres tematyczny się zmienia. No w każdym razie dawno nie wyczekiwałam wakacji jak w tym roku.

Póki co codziennością są następujące konwersacje:

– Synek, jak ty masz jutro lekcje?
– O dziewiątej matematyka. Mogę potem iść na rower?
– Nie bardzo, bo mają jutro dzwonić z kliniki i może pani profesor będzie chciała z tobą porozmawiać. Do drugiej musisz siedzieć w domu.
– No dooobraaa…

Po matmie? Co było?
– A omawialiśmy temat na sesję.
– To nie miałeś sesji?
– No przecież o dwunastej czterdzieści! Teraz miałem indywidualną!
– Moment, wczoraj mówiłeś, że masz tylko matematykę o dziewiątej!!!
– Nooo… indywidualną. A potem z klasą o dwunastej czterdzieści.
– To kiedy ty chciałeś iść na ten rower?! PRZED SESJĄ???
– Sorki, ale nie mogę teraz z tobą rozmawiać. Za pięć minut mam angielski.
– JAN! JAKI ANGIELSKI???
– Wiesz no załamujesz mnie, mamo. Przecież zawsze w środy mam angielski o tej porze…

Naprawdę ktoś mnie chce zapytać, czy ja muszę to

Martini Prosecco???

© 2020, Jo.. All rights reserved.