Fryzjer

Strasznie psy (sorki, Luna) wieszali w mediach przez ostatnie tygodnie na „próżnych idiotkach” marzących o pójściu do fryzjera. Ja oczywiście rozumiem, że w czasach zarazy uporządkowanie siana na głowie nie jest najważniejsze, ale powiedzmy sobie szczerze, że tylko do czasu, kiedy mijając lustro człowiek zaczyna krzyczeć: „PITER!!! DZWOŃ PO POLICJĘ!!! MAMY W ŁAZIENCE BEZDOMNĄ WŁAMYWACZKĘ!!!”.

Nie ma znaczenia, czy wychodzimy do ludzi, czy siedzimy w domu. Ostatecznie same też jesteśmy ludźmi i to nie jest kwestia próżności czy braku samoakceptacji, tylko zwykłej estetyki. Przecież nie chodzimy po domu w porozciąganym i dziurawym dresie nie dlatego, że ktoś nas zobaczy, tylko dlatego, że się w czymś takim po prostu nie chodzi.

No chyba, że ktoś chodzi… Ale to już pretensje nie do mnie.

Niestety należę do tych odwrotnie uprzywilejowanych kobiet, które co cztery tygodnie muszą się spotkać z fryzjerskimi nożyczkami, bo inaczej same maseczki nie wystarczą – trzeba będzie przejść na islam i to ortodoksyjny. Taki w stylu afgańskim (nie wiem, gdzie jeszcze obowiązują burki). A ja do religii mam jednak stosunek wprost odwrotny.

Więc jednak wolałabym pójść do fryzjera i móc nie dostawać zawału, jeśli nieopatrznie zahaczę spojrzeniem o jakąś wypolerowaną powierzchnię. A że BB teraz testuje nowe ściereczki z mikrofibry, to narażona jestem na niebezpieczeństwo na każdym niemal kroku.

Niby nie było tak źle, bo gdzieś w połowie tego pandemonium, wykonaliśmy salto colore i małżonek podjechał (zachowując wszystkie wymagane przepisami środki ostrożności) do naszej fryzjerki, odebrał we drzwiach zmieszaną minutę wcześniej farbę, a następnie zaszantażowany bezlitośnie BlueBoy zdobywał kwalifikacje pomocnika fryzjerskiego w mojej łazience, ale nożyczek to ja im do ręki nie dam…

Co do BlueBoya: ja bym mu nie wróżyła przyszłości w zawodzie… Przynajmniej dopóki nie załapie, co to znaczy „od nasady, OD GŁOWY, do końcówek, na litość boską!!!”. Tak że chyba jednak musimy szukać dalej pomysłu na jego przyszłość…

Ale my tu gadu-gadu, a za dwadzieścia minut mamy umówione rendez vous z panią Magdą, więc wybaczcie, ale…

Zresztą chyba rozumiecie…

© 2020, Jo.. All rights reserved.