Reklama na blogu

Tym, co mnie chyba najbardziej irytuje na różnych blogach, są wszechobecne banery reklamowe. Czasami nie da się przeczytać normalnie wpisu bez kilkukrotnego zamykania wyskakujących okienek. I ja rozumiem chęć (a bywa, że potrzebę) zarabiania na swojej pracy, ale mam wątpliwości co do robienia tego w taki sposób.

Ponieważ porzuciłam pomysł zostania zawodową blogerką, mogłam sobie pozwolić na nieanalizowanie powyższego problemu i po prostu przestałam korzystać z blogów przytłaczających mnie ofertami zakupu butów (co w moim przypadku dość niebezpieczne), mieszkań (dziękuję, mam dom) oraz preparatów wzmacniających potencję (co jednak pozostawię bez komentarza), kiedy szukam jedynie przepisu na kajmak. I tak się tylko zastanawiam (poniekąd w kontekście odebranej ostatnio edukacji), jak to jest? Nie mam nic przeciwko zarabianiu na swojej pracy, tylko czy to musi być tak nachalne?

Chętnie czytam artykuły sponsorowane. Zwłaszcza, jeśli sponsoring wiąże się z tematyką na co dzień bliską blogerowi. Jak mi ceniona (rzecz jasna przeze mnie) blogerka kulinarna zarekomenduje mikser, brytfannę czy ser, to chętnie tę rzecz sprawdzę. Znaczy: kupię. Możliwe, że korzystając z linku afiliacyjnego. Albo wybiorę się do chwalonej za dobre jedzenie restauracji. Skorzystam z polecanego hotelu pensjonatu (bo na hotel to jednak mnie nie stać…). Przeczytam książkę, której recenzję znalazłam u innej ulubionej blogerki.

Mogłabym tak ciągnąć temat dłużej, ale chyba wiecie co mam na myśli: zarabiaj na swojej pracy, ale kurna weź się nieco wysil!

OK, zaraz ktoś powie, że się czepiam, bo pies ogrodnika. Znaczy, nie że Luśka znowu coś zrąbała (chociaż akurat zrąbała, bo dzień bez zniszczenia czegoś w domu, to dla niej dzień stracony), tylko że sama nie zarabiam, to się innych czepiam. Z zazdrości.

ZONK!

Ja jestem Bezwstydną Burżujką. To stan umysłu, nie finansów. I stać mnie na to, żeby nie zarabiać na chamskiej reklamie. Bo tej nieco bardziej wyrafinowanej się przecie nie czepiam!

PS.
Napisałam ten post i poszłam sprawdzić pocztę, bo mnie irytowała powiadomieniami o nieprzeczytanych wiadomościach…

„Szukamy blogerów prowadzących małe i średnie blogi kulinarne do barterowej współpracy w promocji dwóch włoskich marek…”

Obawiam się, że to oznacza, iż ciąg dalszy nastąpi…

© 2020, Jo.. All rights reserved.