Prezent urodzinowy dla Jakuba

Plan był taki, że jak już wrócę z Ziemi Przodków, wrzucę tu info o zrzutce na urodzinowy prezent dla Kuby.

Co roku mamy problem z prezentami dla niego. Zresztą nie tylko z okazji urodzin: imieniny i Gwiazdka wcale nie należą do łatwiejszych. Jeszcze pół biedy, jeśli akurat jest w trakcie oglądania jakiejś filmowej serii i można kupić kolejny sezon. Bo jak nie, to leżymy.

Kuba niezmiernie rzadko zgłasza na coś zapotrzebowanie. I ja wtedy zachowuję się bardzo niewychowawczo, bo staję na głowie, żeby spełnić jego marzenie. No i kończy się sprowadzaniem ze Stanów Kermita, albo wykopywaniem na Allegro dawno wydanej płyty. Jednak najczęściej Jakub nie mówi, co by chciał dostać, a my mamy problem. Bo to, że nie mówi, nie znaczy, że nie oczekuje…

Chciałby dostać fajne prezenty. Ogromnie by chciał. I my mamy wymyślić, co takiego by go uszczęśliwiło.

No to wymyśliłam. Translator. Taki, co od ręki tłumaczy wypowiadane słowa. Bo Kuba ma istnego fioła na punkcie języków i ciągle nas czymś zaskakuje. Przywykliśmy, bo on od dzieciństwa ogląda filmy i bajki we wszystkich dostępnych wersjach językowych. Gorzej kiedy każe nam coś przetłumaczyć, dajmy na to na węgierski. Albo szwedzki.

Entuzjazm nam nieco opadł po rekonesansie w krainie translatorów. Bo owszem, można kupić taki za dwie stówy, ale opinie nie-użytkowników zdecydowanie przed tym ostrzegały. Natomiast translator, który nie wymagał posiadania smartfona (przypomnę, że Kuba nie używa, zatem nie posiada), płacenia abonametów roamingowych i mający szansę przeżyć w rękach mojego starszego syna (a także, lub przede wszystkim mu dobrze służyć), kosztuje powyżej tysiąca złotych.

I ten tysiąc jest jednakowoż poza naszym zasięgiem w tej chwili.

Zainspirowana urodzinową zbiórką Marianny i wielce zdesperowana, bo naprawdę nie mamy żadnego innego pomysłu na Jakuba dwudzieste trzecie urodziny, założyłam zrzutkę. I miałam tę zrzutkę udostępnić tu i na FB. Bo pomyślałam, że może ktoś zechce się dorzucić do prezentu dla Kuby… Każda kwota zmniejszy nam ten burżujski wydatek i sprawi, że pomysł nabierze nieco bardziej realnych kształtów.

Po niecałej dobie mieliśmy zebrany zakładany tysiąc złotych.

Resztę dodamy sami – w tym momencie nie jest to już problem.

Naprawdę jestem niezwykle wzruszona i brak mi słów.

Idziemy szukać odpowiedniego modelu.

I możecie być pewni, że od 12 czerwca będę was zasypywać filmikami z tłumaczącym co się da Jakubem 😀

© 2020, Jo.. All rights reserved.