Hobbit

No to lecimy:

Tak właśnie myślałam, ale TERAZ jestem pewna: Hobbita nakręcili wyłącznie po to, żeby Orlando Bloom znów mógł być Elfem.

Spędziłam trzy ostatnie wieczory w kinie, oglądając przez jakieś osiem godzin popis efektów specjalnych i bezsensownego mordobicia i jestem absolutnie pewna, że jedynym powodem zrobienia tysięcy ludzi w bambuko był Legolas.

No może trochę Galadriela, powtarzająca pamiętną scenę połączenia się z Mocą.

Bo owszem: scenografia dopracowana, wnętrza odpowiednio mroczne, smok adekwatny do sytuacji, Orkowie i reszta tego szemranego towarzystwa na wysokości zadania, kostiumy bon-bon, a aktorzy naprawdę super. Ale patrzyłam i oczom nie mogłam uwierzyć, że ten bełkot wyszedł spod ręki autorów Drużyny Pierścienia…

Mniej więcej przez połowę nie wiadomo tak do końca o co chodzi. A przez drugą człowiek próbuje ułożyć w odpowiedniej kolejności sceny, które najwyraźniej rozsypały się w montażu. I to między częściami.

No nie. Nie, nie, nie.

I jeszcze raz NIE.

PS.
Radagast jest chyba bratem bliźniakiem tego porośniętego grzybami gościa od Asterixa… Jak mu tam? Cholera, jak on się nazywał???

© 2020, Jo.. All rights reserved.