Coś pozytywnego

Trochę mnie ten tryptyk rozliczeniowy wyczerpał, więc postanowiłam się ogarnąć. Mam nadzieję, że ostatni raz musiałam grzebać w mroku.

Od kilku miesięcy prowadzę z BlueBoyem wieczorne rozważania. Jeśli dobrze pamiętam: luty poświęcony był wdzięczności. My tę wdzięczność chcieliśmy pielęgnować przez cały rok, ale dość szybko okazało się, że trochę nam nie wychodzi.

Nie wiem, co notuje sobie mój syn, więc posłużę się własnym przykładem.

Moja codzienna rubryczka: „Jestem dziś wdzięczna za…” od wielu dni wygląda tak samo. Wypełniają ją trzy uniwersalne punkty: za życie, za moją rodzinę i za własny dom.

Zapewne codzienne dziękowanie za to samo ma swoje zalety, ot choćby poczucie pewnej stałości, ale patrząc od innej strony: może okazać się nieco nudne, a przez to niewystarczająco podnoszące na duchu.

Dlatego zamieniliśmy sobie wdzięczność za na znajdź trzy dobre rzeczy, jakie dziś ci się przydarzyły. I to dopiero jest to, o co mi chodziło!

Bo zmusza do popatrzenia na mijający dzień i znalezienia trzech rzeczy, które można zapisać na PLUS. A tym samym uruchamia ten przełącznik odpowiedzialny za przestawianie zwrotnicy z „moje życie jest do dupy” na „ależ to było fajne!”. A im więcej fajnych rzeczy w swoim życiu potrafimy znaleźć – tym jesteśmy szczęśliwsi!

Proste, prawda?

A ja teraz potrzebuję takiego właśnie odbicia w stronę poczucia szczęścia. Zatem nie będę dziś czekać na wieczór, tylko zobaczę co mogę wpisać na listę już teraz, rano.

Świeci słońce. Zapowiada się piękny dzień. Jak skończę prasowanie będę mogła iść z Luną na spacer. A może chłopcy wreszcie wyjdą na rower?

Udało nam się zrobić BB holter. Nie myślę na razie o wynikach. Samo to, że po kilku tygodniach impasu wreszcie znaleźliśmy przychodnię, w której zrobili mu to badanie, jest zdecydowanym PLUSem.

Dom. Nie no – musi być ten dom. Jest mój, własny. Znowu jestem u siebie. I nikt mi niczego nie może narzucić ani zabronić. Budzę się we własnym łóżku, w swoim pokoju. Wychodzę na balkon. Na budowanej tuż obok obwodnicy praca wre, ale słychać też śpiew ptaków. Za chwilę zejdę na dół zjeść śniadanie z chłopakami. Może wreszcie ruszy ta wiosna w ogródku…

Życie jest piękne. Tylko musimy tego chcieć. I wśród tych wszystkich życiowych rupieci zacząć dostrzegać małe okruszki bursztynu…

No dobra, może być czekolada. Albo Martini Prosecco. Kim ja jestem, żeby wam mówić, czego powinniście szukać?

© 2020, Jo.. All rights reserved.