Matka egoistka.

Siedzę w swoim pokoju. Trochę czytam, trochę przeglądam Internet. Jakoś nie mogę zabrać się za pisanie. Czekam aż Lady Wena wróci.

Na dole BlueBoy robi obiad. Dla siebie i Jakuba. Dużo do zrobienia nie ma: pokroić rozmrożone kotlety i wczorajsze ziemniaki z obiadu, a potem podsmażyć na patelni. Taki resztkowy obiad, nazywany przez moich synów, Bóg jeden wie dlaczego, daniem brytyjskim. Poza tym ma ugotować budyń (dla nas) i kisiel (dla Kuby, który nie jada budyniu). Posprzątać. Załadować i włączyć zmywarkę.

Kobieto, on ma dwadzieścia lat! Z czego robisz sensację?

Kobieto, tyłka nie chce ci się ruszyć, żeby biednym autystycznym dzieciom zrobić obiad?! Co za wyrodna matka z ciebie!!!

Weźcie wy się na coś zdecydujcie, co?

Poza tym: no nie chce. Mi się ruszać. A dzięki temu całemu koronawirusowemu uziemieniu przekonałam się, że BB całkiem nieźle sobie radzi z wykonaniem prostych zadań w kuchni. To niby dlaczego miałabym ruszać tyłek?

Matka, jak sami zauważyliście. Nie gosposia.

© 2020, Jo.. All rights reserved.