Majówka 2020

Pada. Właściwie to leje. Nie, no nie mam nic przeciwko, bo ziemia wysuszona jest na wiór, a na Ziemi Przodków usycha posadzony jesienią sad Pitera. Ale zaczęła się majówka, a to jednak do czegoś zobowiązuje.

Wyciągam wszystkie PLUSy. Że mamy kominek i mogę się przy nim ogrzać, jednocześnie dopieszczając atawizmy. Albo że co za szczęście, że nie wydaliśmy kupy kasy na majówkowy wyjazd, bo teraz byśmy chyba nie byli zbyt szczęśliwi.

Tak, pamiętam, że mamy epidemię. Ogólnie mówię.

Jednak nie daję rady zapomnieć, że po pierwsze: właśnie mieliśmy pakować się na wyjazd do Włoch. A po drugie: znacznie lżej znosiłabym majówkę w domu na wsi. Gdybyśmy go mieli.

I opowiem wam jedną zabawną, jak cholera, historię.

Nie, nie chodzi mi o tegoroczny wyjazd na komunię mojej chrzestnej córki, który musieliśmy anulować ze względu na epidemię.

Otóż w Wygnanowie, koło Pola Chwastów, jest dom. W zasadzie całe gospodarstwo. Strasznie zaniedbane i chyba niezamieszkane. No i mieliśmy na nie zakusy przez kilka lat, ale właściciele, a potem spadkobiercy, nie byli zainteresowani. I kiedy wreszcie zdecydowaliśmy się zapuścić korzenie na Ziemi Przodków, a nie w Wygnanowie, postawiliśmy ogrodzenie i zdążyliśmy się pomartwić stanem posadzonych jesienią krzaczorów, dzwoni Tatui z sup-per nowiną: „Ten dom koło was jest do sprzedania. Za jakieś 30 tysięcy.”.

I ja rozumiem: cierpliwość i tak dalej. Ale są u licha jakieś granice!

Na dodatek ten deszcz pada…

Dobrze, że mamy chociaż kominek…

© 2020, Jo.. All rights reserved.