Praca

Jeśli myślicie, że nikt nie powie matce dwóch autystów: „Może byś wreszcie znalazła sobie jakąś pracę, zamiast tak wisieć na mężu?”, to kompletnie nie znacie życia. Albo mojej rodziny. Przez blisko dwadzieścia lat słyszałam takie uwagi niemal codziennie.

I ja, jak ta ostatnia idiotka, cierpiałam. Że nikt nie rozumie w jakiej jestem sytuacji. A zaraz potem, że może faktycznie be, zła lama! powinnam znaleźć sobie jakieś zajęcie zarobkowe i nie żerować na biednym mężu. A jak już się odpowiednio zbejsbolowałam, szlag mnie trafiał, że jakim prawem mi tak mówią osoby, które nie mają zielonego pojęcia o tym, jak wygląda codzienne życie z dwoma autystycznymi dzieciakami. I kończyłam sekwencję dołowaniem się, że jestem totalnie do niczego, siedzę w domu i się opierdzielam.

Nie było tygodnia, żebym nie została przez kogoś pouczona, zdeprecjonowana albo wykpita. I mówimy tu o najbliższej rodzinie, na którą człowiek jest skazany – nie o jakichś obcych ludziach, których można kopnąć w dupę i zerwać z nimi kontakt.

Aż wreszcie pewnego razu siedziałam z Madre, przechodzącą wewnętrzną metamorfozę i patrzącą na różne rzeczy w nowy sposób, na werandzie. I Madre mówi mi tak: „Bo ty źle robisz, córka. Odpowiadaj, że w naszej rodzinie kobiety nigdy nie musiały pracować. Zawsze utrzymywał je ojciec albo mąż. No chyba nie wyobrażasz sobie, żeby Włada poszła do pracy? Albo któraś z ciotek? I zapewniam cię, że żadna nie miała z tego powodu jakichś głupich rozterek. Bierz z nich przykład!”

Temat się skończył!

Jak widać czasami najbardziej idiotyczny z możliwych argument ma większą siłę od logiki, empatii czy zwykłej przyzwoitości…

© 2020, Jo.. All rights reserved.