Dlaczego Prosecco?

Pierwszą odpowiedzią, która ciśnie mi się bezwzględnie na usta (oraz klawiaturę), jest: „Bo tak!”. Ale ponieważ mamy tu tekst na zamówienie (aczkolwiek niestety niesponsorowany…), postaram się nieco wysilić.

Bo
la dolce vita!

Gelati. O Sole Mio. Caprese. Melon Crudo. Ciao Bambina. Vespa. Dolce Far Niente. Pizza. Calamari fritti. Gamberi in salsa rosa. Cornetto e cappuccino. Limoncello.

Tylko limoncello z połączeniu z włoskim słońcem może być nieco nokautujące, a że do wieczora jakoś dotrwać trzeba, to Prosecco wydaje się być najlepszym wsparciem. Ewentualnie Aperol czy Bellini…

Jest lekkie, odświeżające, radosne, beztroskie i bardzo wakacyjne. Tak bardzo, że niektórzy przedłużają sobie z jego pomocą wakacje na resztę roku. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale słowo – osobiście znam takich, co zawsze trzymają w lodówce butelkę dobrze schłodzonego Martini Prosecco. Tak na wypadek. Dziwni ludzie…

Pozostała nam jeszcze kwestia: dlaczego Martini? Tu odpowiedź jest równie prosta: bo tylko na nie nie mam alergii. Swego czasu zamiennie używaliśmy cava, ale wraz z postępem moich alergicznych perturbacji zmuszona byłam dokonać ostrej selekcji i z dostępnych bombelków ostatecznie pozostało mi tylko MP. Ewentualnie Barbagiani – z oczywistych względów traktowane jako lokalna ekstrawagancja Bezwstydnej Burżujki.

To może ja jeszcze wrzucę moje ulubione zdjęcie okolicznościowe, co?

Powoli dojrzewam do zrobienia kalendarza: MP na każdą okazję.

© 2020, Jo.. All rights reserved.