A jeśli nie mamy czterech komputerów?

I już wszyscy wiedzą, o czym będzie dzisiejszy wpis!

Tak się składa, że mamy. Te cztery komputery. Żadne fanaberie – zwykła konieczność życiowa. Bez komputera (z szybkim Internetem) dla Kuby, wszyscy wylądowalibyśmy w ośrodku odosobnienia. Zresztą komputery chłopaków swoje już przeżyły i nadają się do wymiany, więc nie ma czym się podniecać.

No i teraz – całkiem teoretycznie – Piter może pracować, ja pisać, a chłopaki robić lekcje on-line.

Zostawmy na chwilę to, czy będą robić te lekcje, bo póki co czekamy na wytyczne. Zastanówmy się, tak konkretnie, nad sensownością narzuconego odgórnie nakazu pracy zdalnej.

Rodzina czteroosobowa. Jeśli rodzice pracują zdalnie, potrzebuje czterech komputerów podłączonych do szybkiego Internetu.

Ja się na tym nie znam, ale jako użytkownik mam wspomnienie problemów, kiedy przyszło nam do głowy gromadnie korzystać z tego dobrodziejstwa cywilizacyjnego jednocześnie, więc zakładam, że ten „szybki Internet” ma jakieś znaczenie.

Nie każdy ma, prawda? I powiem więcej: nikt nie ma obowiązku posiadania. Nie tylko czterech komputerów w domu, ale komputera w ogóle. Że o Internecie nie wspomnę.

Idziemy dalej.

Drukarka. Skaner. Robi się wesoło.

Lekcje trwają sześć do ośmiu godzin dziennie. I sorry, ale ja zupełnie nie widzę opcji spędzania tych sześciu godzin non stop przed kompem. Przecież oni mi będą po ścianach chodzić!

Koszty. O ile mi wiadomo, komputery działają na prąd. Kto za niego zapłaci?

Podobne pytania mam w odniesieniu do nauczycieli. Mają w ciągu kilku dni opracować sposób pracy na odległość. Fajnie. Ktoś pomyślał, że takie lekcje prowadzi się inaczej, niż zajęcia w klasie?

I jak oni mają to robić? Z własnego domu? Na prywatnym komputerze? Po pierwsze: nie mają obowiązku posiadania komputera. Ani Internetu. Ani potrzebnego oprogramowania (bo zakładam, że jakieś jest potrzebne). Ani używania prywatnego sprzętu do wykonywania obowiązków zawodowych. To samo dotyczy odpłatności za prąd.

Rok temu mieliśmy taką sytuację, że nauczyciel nie mógł wystawić oceny w Librusie będąc poza szkołą i poza godzinami pracy, bo naruszał RODO. To teraz, wystawiając oceny na prywatnym kompie, już nie narusza?

A w ogóle może ja nie mam ochoty udostępniać moich danych adresowych szkolnemu systemowi internetowemu?

Mamy też Jakuba, który: nie korzysta z platform Internetowych, nie posiada adresu mailowego, nie używa konta na FB. I nie życzy sobie tego stanu zmieniać!!!

A od wczoraj już wiemy, jak wygląda jego zainteresowanie lekcjami przez Internet…

Przypomnę tylko, że próby zmuszenia Kuby do zrobienia czegoś, czego zrobić nie chce, są delikatnie mówiąc dość idiotycznym pomysłem.

Obyś żył w ciekawych czasach.

jak mówi CHIŃSKIE przysłowie

© 2020, Jo.. All rights reserved.