Zamknięte do odwołania

Wszyscy zachowują się tak, jakby koronawirus był jedyną istniejącą obecnie chorobą. No niestety tak nie jest. Inne nie wzięły węzełka na plecy i nie poszły sobie za horyzont. Tymczasem dostanie się do lekarza zaczyna graniczyć z cudem.

Ginekolog nie przyjmuje. Chyba, że kobieta w ciąży, to musi. A co z chorobami wymagającymi leczenia?

To pytanie dotyczy zresztą leczenia wszystkich dziedzin medycyny, a także badań profilaktycznych!

Do dentysty można trafić (przy pewnej dozie szczęścia, bo w okolicy wszyscy pozamykani) wyłącznie z bólem zęba. Najlepiej takim nie-do-wytrzymania.

Przed ogłoszeniem epidemii, mój drogi mąż, nie mogąc dłużej wytrzymać błądzenia po omacku kardiologów, do których trafiałam przez ostatnie dwa lata z kawałkiem, zaciągnął mnie wespół z Matką Chrzestną Pomeza do Pani Profesor. Wiele wskazuje na to, że wreszcie udało się zdiagnozować przyczynę moich nocnych kursów na SOR, ale dla potwierdzenia powinnam zrobić kilka badań.
No i zrobić ich nie mogę, bo następnego dnia pozamykano przychodnie. A planowa konsultacja z luxmedowym kardiologiem odbyła się przez telefon.

Siedzę w domu, zaopatrzona w zalecenia od Pani Profesor, wiem co mam robić jeśli znowu zacznę w nocy umierać, i jedyne co mi pozostaje, to trzymać kciuki, żeby miała rację z tą wstępną diagnozą.

Kuba kaszle. Dzięki wysypującemu na każdym kroku porady Internetowi wiem, jak ocenić czy to przeziębienie, czy COVID-19. Teoretycznie. Ale jak czytam czasami wypowiedzi ludzi przeczołganych przez rejonowego internistę, to chyba nie tylko ja jadę na teorii.

I danie główne: orzeczenia o niepełnosprawności.

Jeśli komuś skończyło się orzeczenie i miał w tym czasie wyznaczony termin komisji, to po nim. Komisje są odwołane. Nikt nie wyznacza nowych terminów. Dla rodzin, dla których zasiłek z tytułu niepełnosprawności oraz drugi – dla opiekuna, są jedynym źródłem utrzymania, jest to tragedia. Z dnia na dzień zostają bez jakichkolwiek środków do życia!

Nikt tego nie widzi! Podobnie jak rządowi umknął fakt, że zasiłek wypłacany rodzicom dzieci do lat 8, którym zamknięto przedszkola i szkoły, nie obejmuje rodziców dzieci niepełnosprawnych, starszych niż 8 lat, którym też pozamykano szkoły i które nie mogą zostać same w domu. A te dzieci mają czasem dwadzieścia lat. I jeśli ich rodzice pracują (bo przecież nie wszyscy musieli z pracy zrezygnować), a ich praca nie może być wykonywana zdalnie, to mają problem.

Inne choroby nie zniknęły. Podobnie jak nie zniknęli chorzy czy niepełnosprawni. Sposób ogarnięcia problemu przypomina mi nieco przykrywanie szamba chusteczką.

Chyba nie muszę rozwijać tematu? Wszyscy wiemy, jak to się kończy?

© 2020, Jo.. All rights reserved.