Domowe kino

Obiecywałam sobie od dawna, że wreszcie wezmę się za oglądanie zaległych filmów. A zalega ich sporo.

Nie chodzimy do kina. Z różnych względów. Przez lata dlatego, że nie udawało nam się znaleźć opieki dla dzieci. Jak już się udało, to film przestał być grany i trzeba było czekać na DVD. Przerzuciliśmy się zatem na DVD, żeby móc obejrzeć upatrzony film w dogodnym momencie. Tylko tych momentów jakoś brakowało. W rezultacie zebrała się pokaźna kolekcja nieodfoliowanych płyt…

Przez wiele lat miałam blokadę z oglądaniem filmów. Nie ogarniałam własnych emocji i nie byłam w stanie dorzucać sobie kolejnych. Wyjątek stanowiły kreskówki dla dzieci (chociaż co do tego „dla dzieci” czasami miałam wątpliwości), natomiast włączenie telewizora wywoływało u mnie odruch ucieczki.

Aż wreszcie nadszedł ten moment, kiedy uznałam, że już mogę. Chociaż nadal starannie omijam wszystkie dramaty, tragedie i horrory.

Mam kilka ulubionych filmów, do których wracam od czasu, do czasu. No i tę stertę nówek, czekających na swój dzień. Niektóre z nich kinową premierę miały tak dawno, że zdążyło urodzić się całkiem nowe pokolenie… Ale to już temat na zupełnie inną opowieść…

© 2020, Jo.. All rights reserved.