Spokój zaczyna się we mnie

Miałam (niczym nieuzasadnioną jak widać) nadzieję, że histeria zgaśnie równie szybko, jak wybuchła. Ludzie zrównają supermarkety z ziemią, zamieszczą kilka rozhisteryzowanych informacji na fejsie i zajmą się jakimś konkretem, czekając na odwołanie kwarantanny.

Nic z tego.

Ale z drugiej strony, jak ma być coś z tego, skoro od rana do nocy media pompują. „PILNE! Pierwszy zgon z powodu koronawirusa!!!”, „Sprawdź ile dziś mamy nowych przypadków!”, „We Włoszech ludzie umierają w samotności…”.

Ja może jestem ograniczona intelektualnie, ale za cholerę nie potrafię zrozumieć, co ma mi dać wiedza o przebiegu epidemii we Włoszech, dziwnych procedurach w Wielkiej Brytanii, czy wynik testu prezydenta USA. Nie rozumiem również, dlaczego informacja o pierwszym przypadku śmiertelnym, albo aktualnej liczbie zdiagnozowanych jest PILNA!. Podobnie poza zasięgiem mojej percepcji jest mania śledzenia co pięć minut medialnych doniesień na temat i puszczanie tego dalej, oczywiście w tonie należytej histerii.

Jedyne, co mnie interesuje, to że jest stan epidemii, powinnam siedzieć w domu i unikać zagrożenia. TO WSZYSTKO.

Dlatego bardzo uprzejmie proszę krewnych i znajomych, żeby chwilowo usunęli mnie ze swoich list mailingowych, bo nie zamierzam towarzyszyć im w dobrowolnej psychozie koronawirusowej. Naprawdę mam kilka ciekawszych rzeczy do robienia i sporo problemów nie mniejszej wagi.

I tak – też jestem w grupie wysokiego ryzyka, bo choruję na trzy ciężkie choroby autoimmunologiczne, mam znacznie obniżoną odporność i permanentną skłonność do niewydolności oddechowej, więc nie jest to przypadek typu „ty i tak nie zrozumiesz”. Rozumiem. Tylko stanowczo odmawiam wpadania w obłęd.

Jeśli komuś może to pomóc: proszę skorzystaj z poniższej porady. Jeśli jednak wolisz się zadręczać – pozostań przy „się” i daj bliźnim spokojnie żyć.

© 2020, Jo.. All rights reserved.