Zakupy

Kiedy ogłoszono kwarantannę, ludzie rzucili się w amoku do sklepów, jakby jutro miały być zamknięte. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pchałby się w kolejki, ale widać sporo osób ma inny do tej kwestii stosunek. Z niedowierzaniem czytaliśmy o tłumach w warszawskich urzędach i zdziwieni oglądaliśmy zapchane po brzegi sklepowe parkingi. Ale zdecydowanie największe wrażenie zrobił na nas jeden z marketów, w którym wpuszczano do środka po kilka osób, nie zwracając uwagi na kłębiący się przed wejściem tłum.

Co my tam robiliśmy? Bynajmniej nie ulegliśmy zbiorowej histerii… Ale mamy szczeniaka, który póki co nie załatwia potrzeb fizjologicznych poza domem i skończył nam się zapas ręczników papierowych oraz mokrych chusteczek do wycierania podłogi. Piter, oddelegowany do zrobienia najpilniejszych zakupów, uzupełnił również zapas makaronu i puszek z pomidorami, ale zrezygnował ze stania w kilometrowych kolejkach do kasy po mięso i warzywa, zatem znaleźliśmy się w obliczu podjęcia decyzji: co dalej?

Pomyślałam głupio, że zrobimy zakupy we Frisco. Czasami kupujemy u nich różne rzeczy, głównie takie do targania, jak zgrzewki wody, kartony z napojami i puszki, ale mają też cała masę różnych innych wiktuałów, od masła i mleka po kalmary. Spoko.

Nastawiłam się na „wydłużony okres realizacji zamówienia”.

Ale nie, że najbliższa dostawa możliwa jest 2 kwietnia…

Siedzimy w domu. Ale jutro trzeba będzie jechać na zakupy. Mam tylko nadzieję, że większość wykupiła co trzeba i jakoś nam się uda nie utknąć w tłumie. Zwłaszcza, że celujemy w małe, lokalne sklepiki… I nie zamierzamy wykupić zapasu papieru toaletowego na najbliższe trzy lata…

© 2020, Jo.. All rights reserved.