Raport sytuacyjny

„Przeraża cię wizja 14 dni spędzonych w domu? Zrób (i tu lista).”

Bardzo współczuję wszystkim, których przeraża perspektywa spędzenia we własnym domu dwóch tygodni. Naprawdę. I którzy muszą szukać w necie porad, co mają w tym czasie robić.

Dla mnie największym problemem jest słuchanie dźwięków produkowanych przez moich synów. Jest to nie lada wyzwanie, wiem, bo staję w jego obliczu nieustannie i ich pobyt w szkołach jest jedynym dla mnie wytchnieniem. No ale trudno – nie mam na to żadnego wpływu, więc muszę jakoś sobie dać radę.

Natomiast co do „Jezu, co ja będę robić?!” mam stosunek mocno lekceważący, ponieważ:
– Lista rzeczy w domu, których wiecznie nie ma kiedy zrobić, jest u nas zatrważająco długa.
– Sterty nieprzeczytanych książek za moment będą stanowić zagrożenie dla życia.
– Mimo solennych obietnic nie udało mi się ruszyć z filmowymi porankami. A kolejne zamówione filmy dotrą do nas lada moment.
– Każdy z nas ma komputer, a Internet póki co jeszcze działa.
– W ogóle nie wspomnę o pisaniu… Ani słowem.

Poza tym żyjemy spokojnie. Wreszcie może wyczyścimy zamrażarkę. Nie grozi nam utrata środków do życia, bo Piter pracuje z domu. W tym domu każdy ma swój azyl i nie siedzimy wszyscy na kupie.

Wprawdzie znowu jestem na etacie nauczyciela do wszystkiego (moi nauczyciele z liceum zapewne dostaliby czkawki ze śmiechu). Wczoraj robiliśmy przez kilka godzin powstanie Stanów Zjednoczonych, dzisiaj powinniśmy zacząć Rewolucję Francuską… No nic, jakoś przeżyję.

Bo podobno sobota 14go jest znacznie gorsza od piątku 13go. Mam nadzieję, że nie, bo u mnie oznaczałoby to Upiorną Trzydniówkę, a na to zupełnie nie mam siły.

© 2020, Jo.. All rights reserved.