Temperówka

Korzystając z chwilowej nieobecności mojego starszego syna, postanowiłam zaostrzyć kredki. Swoje. Bo jak nie śpię w nocy, to koloruję mandale i te kredki mi się zużywają. Wprawdzie nie tak, jak Kubie, no ale nikt o zdrowych zmysłach nie stawałby z nim w szranki w tej konkurencji.

Ta temperówka kosztowała nas sporo nerwów. Przez kilka tygodni zastanawialiśmy się, co to za dźwięk nieustannie dochodzi zza Jakuba drzwi. Jak zaglądaliśmy do środka (a Kuba niezmiernie nie lubi, kiedy mu ktoś zagląda do pokoju), widzieliśmy nieco zirytowanego syna, siedzącego przy biurku z zeszytami do bazgrania i zestawem kredek. Co to było?!?! Kredki takiego irytującego dźwięku nie wydają!

Chyba, że są nieustannie wkładane do elektrycznej temperówki…

PS.
Wie ktoś może, jak to otworzyć? Muszę usunąć dowody zbrodni (czyli obierki) zanim dziecko mi wróci ze szkoły, bo on ma skaner w oczach i od razu się zorientuje, że mu tę temperówkę gwizdnęłam bez pytania, kiedy go tu nie było…

© 2020, Jo.. All rights reserved.