Garnitur tortur

Musimy kupić Kubie garnitur. BB miał kupiony dwa lata temu, na bal gimnazjalny – na szczęście przez te dwa lata już nie rósł, więc garnitur ma. Ale Kuba nigdy (poza komunią i jednym po niej zakończeniem roku szkolnego) garnituru nie używał, a teraz nie będzie miał wyjścia.

Dotychczas dawaliśmy radę z klubową marynarką, ewentualnie z wersją typu koledż (czyli koszula z krawatem i sweterek w serek), ale nadszedł czas chociaż jednego garnituru. Bo już nie wypada na większych galach występować w chinosach, nawet jeśli jest się autystą z problemem „Muszę na galowo???”.

Zresztą z tym „na galowo” też ostatnio różnie bywa, bo cała awantura o kawiarnię w domu kultury zaczęła się od tego, że BB i Piter założyli koszule i krawaty, a Kubę – chcąc oszczędzić mu stresu – zostawiliśmy w T-shircie. Kilka dni później sytuacja się powtórzyła – z okazji obiadu rodzinnego, tyle  że tym razem Kuba zaprotestował: dlaczego on nie?. Inaczej w życiu byśmy nie wpadli na to, że chce się ubrać elegancko. Wspominałam, że różne dziwne rzeczy dzieją się u nas ostatnio. I nie zawsze za nimi nadążamy.

Pojechaliśmy zatem do GM poszukać garnituru. Dwa lata temu byliśmy zachwyceni obsługą w salonie Bytomia, więc poszliśmy prosto do nich. Samo przymierzanie ubrania – jakiegokolwiek, to jest w Kuby wydaniu trauma, a tam można ją zminimalizować. Miła pani fachowym okiem oszacowała rozmiar, ustaliła przedział cenowy i po prostu przyniosła, co potrzeba. Udałoby się za pierwszym podejściem, ale nie było modelu, który nas interesował. Niestety muszą go sprowadzić, a wtedy może okazać się konieczna ponowna przymiarka. Tak na wypadek, gdyby trzeba było dopasować.

Bo garnitur dla Jakuba musi być możliwie idealny. Inaczej będzie problem. Zatem: dopasowany, wygodny, oddychający.

[Przypomnę tylko: mówimy o autyście, któremu przez lata usuwałam wszystkie metki i wszywki i który nie był/nie jest w stanie założyć czegokolwiek syntetycznego. Więcej o nadwrażliwości i usztywnieniach będzie w innym miejscu – tu tylko zaznaczam, że jest to delikatna materia.]

Już podczas mierzenia było problem. Taki normalny. Identyczny, jak przy mierzeniu butów czy kurtki. Chleb nasz powszedni jeśli chodzi o kupowanie jakiegokolwiek ubrania dla naszego starszego syna. Jak tylko ustaliliśmy najważniejsze – zostawiłam Pitera z ekspedientką i wyszłam z Kubą na lody.

No i się zaczęło…

„Nie chcę jechać do Włoch. Nie cierpię Trany. Trana jest nudna. Chcę do Castiglione (!!!). Oekotel? Potem co? Werona? Disney Store? A POTEM TRANA??? Nie cierpię do Trany!!! Kiedy wracamy? Austria? Nie chcę Szwajcarii!!!”

No. To tak z grubsza. I naprawdę, uwierzcie, gapiące się na nas pół galerii handlowej nie robi na mnie już żadnego wrażenia.

Komunia jest w maju. Nie mam pojęcia, co robić. A czego nie robić. Żeby nie pogorszyć sytuacji.

NIGDY tego nie wiemy.

Bo Kuba nie chce jeździć do Trany. Od dawna. Mimo absolutnie uwzględniających jego potrzeby warunków. Ostatnio miał nawet własny pokój! Nie – nie chce i już. W ubiegłym roku wreszcie coś z siebie wydusił: że tam jest nudno. No faktycznie: my gadamy, BB gania z dziećmi, a Kuba się nudzi. Rozumiem. Ale zgodził się pojechać na komunię Eve! A teraz znowu jest problem…

To jeden z aspektów życia z autystą. Nie możemy zmusić go do zrobienia czegoś, na co nie ma ochoty. Nie da się wynegocjować, przekupić, dogadać. Jest zero-jedynkowo i koniec. Z drugiej strony Kuba nie jest jedyną osobą w rodzinie. A reszta, czyli BB, Piter i ja chcemy tam jechać. I tak 90% naszych decyzji jest oparta na Kuby akceptacji: chodzimy tam, gdzie on się zgodzi iść, jeździmy tam, gdzie on nie będzie robił afery, układamy wszelkie plany z uwzględnieniem jego preferencji, ale na litość boską – my też czasami chcemy czegoś dla siebie!!! No i jest BB – sam z ograniczeniami aspergerowskimi, a muszący nieustannie dostosowywać się do autystycznego brata…

Nie wiem, jak z tej sytuacji zrobić PLUS.

A, moment. Da się.
Dotychczas Kuba zawieszał się na problemie na cały dzień. Albo i dłużej. Tym razem zrobił mi scenę, pojęczał, potem poszedł na te lody, a wracając do domu coś tam sobie radośnie gadał i tak mu zostało do końca dnia… Po prostu koniec tematu.

I co mu się, cholera, w tej Szwajcarii nie podoba???

© 2020, Jo.. All rights reserved.