Kartki urodzinowe

Mój siostrzeniec, Niki, ma urodziny 24 stycznia. Wyjątkowo pamiętam, bo to miesiąc po Gwiazdce. Z kolei datę urodzin jego siostry zapamiętuję wyłącznie dlatego, że to ósmy, a ósmego urodził się BlueBoy. Poza tym moja pamięć do dat jest tragiczna i dorównuje chyba wyłącznie notorycznemu niekojarzeniu którego dzisiaj mamy. To niekojarzenie jest podobno charakterystyczne dla bezrobotnych i emerytów oraz wszystkich nieprowadzących życia zgodnie z terminarzem.

Żeby uniknąć totalnego obciachu… Nie, wróć. Nie chodzi tylko o obciach z zapominaniem… Dużą rolę odgrywa w tej opowieści Key oraz jej premedytacja znikania z zasięgu w dniu urodzin swoich dzieci tak, żeby nikt nie mógł się do nich dodzwonić z życzeniami. Dzięki temu może potem do woli obrabiać nam dupy, że „polska rodzina olewa jej dzieci i nawet nie składa im życzeń”.

No więc z powodu niemożności dodzwonienia się do siostrzeńców oraz mojej demencji kalendarzowej, wymyśliłam szczwany plan (serdecznie pozdrawiam Baldricka). Wysyłam im (odpowiednio wcześnie) kartki z życzeniami, dzięki czemu nie muszę się potem stresować.

W tym roku kartkę dla Nicholasa wysłaliśmy 7go stycznia i byliśmy niezmiernie zdziwieni tym, że do urodzin do niego nie dotarła. Z tego zdziwienia nawet pamiętałam o telefonie, a moja siostra – zapewne również zdziwiona – ten telefon odebrała.

Niki przepytał mnie dokładnie na okoliczność daty wysłania kartki oraz uściślił, czy została wrzucona do zwykłej skrzynki, czy też takiej w urzędzie pocztowym, wyraził dezaprobatę, przyjął życzenia telefonicznie i być może nawet przeczytał na FB, jeśli mu Angela pokazała (bo na jego matkę raczej nie ma co liczyć), jednak pozostała nam pewna irytacja, bo nie po to człowiek pamięta o tej kartce, leci ją kupić, potem dupę truje domownikom, żeby pofatygowali się do złożenia podpisów, żeby solenizant jej nie otrzymał.

I oto wczoraj zadzwoniła Key (co już samo zasługuje na odnotowanie w kronikach rodzinnych). Zadzwoniła, bo przy sprzątaniu szafki znalazła Energy Enchancer i chciała się dowiedzieć, czy może jeszcze go użyć. A przy okazji tak jakoś napomknęła, że kartka urodzinowa Nicholasa przecież przyszła… Dawno temu… Dokładnie to nie wie, bo leżała „w tej nowej, okropnej skrzynce na listy, do której nie zaglądam, bo ją bojkotuję”

[zrobimy teraz małą przerwę na wyśmianie się, OK?]

Skoro przy kartkach jesteśmy…

Kuba nie rozmawia przez telefon i nie korzysta z komunikatorów. Jest to rzecz niezwykle trudna do wytłumaczenia rodzinie, ale nie tracę nadziei, że kiedyś się uda. Najlepszym sposobem na złożenie mu życzeń, jest wysłanie zwykłej kartki pocztowej, o co proszę od jego osiemnastych urodzin. Powoli zaczynamy odnosić sukcesy, ale o tym może kiedy indziej.

W ubiegłym roku moja siostra była skrajnie oburzona tym, że Kuba nie dostał jej kartki. Temat żył kilka tygodni, bo Kuba – wielce rozczarowany – sprawdzał codziennie skrzynkę.

I cóż takiego znalazła moja deroga sister * w szafce za plastrami?

*
deroga sister jest z tej samej kategorii, co te kefiaty – obowiązkowo z manierą Pana Piotrusia z Kabaretu Olgi Lipińskiej

© 2020, Jo.. All rights reserved.