Luśka i chłopaki

Odpowiadając na powszechne pytanie: „A jak twoi synowie reagują na szczeniaka?”: wszyscy żyją.

Luna, jako psi osesek o zdecydowanym charakterze, daje się nam wszystkim we znaki. Starszyzna podchodzi do tego z filozoficznym spokojem, bo wiadomo – to kwestia kilku tygodni. Natomiast panicze, nie pamiętający dzieciństwa Maurycego (niech spoczywa w pokoju), mają pewien problem z atakami na kapcie i nogawki oraz koniecznością uważania na każdy krok, żeby przypadkiem nie nadepnąć na sunię. Trochę wprawy zostało im po Aleksie, ale Aleks, stary kocur, w ostatniej chwili samozachowawczo zwiewał, a Lunka – psia dzidzia – jeszcze nie łapie zagrożenia.

Przeważnie pozostają w pewnym dystansie, ewentualnie usiłują zapanować nad sytuacją werbalnie, co oczywiście skazane jest na niepowodzenie. Młoda jest całkowicie odporna na „Luuuunaaaa, zostaw moje spoooodnie.” czy też „No nieee, błagam… musisz TUTAJ robić kupę??? To po co ci matka kuwetę kupiła???”.

Tym bardziej byłam dziś rano zdziwiona, że Kuba sam zszedł na dół, żeby… pobawić się z psem!

Oddałabym wiele, żeby móc poznać jego myśli… Kuby. Bo pies to raczej wiadomo: coś obgryźć, coś obsikać, zjeść i pospać.

Podobno jedno zdjęcie mówi więcej, niż tysiąc słów.

© 2020, Jo.. All rights reserved.