Wystawa lego

Sabina szaleje nad Warszawą, niebo grafitowe z piorunami, ale słowo się rzekło, więc nie ma odwrotu: jedziemy na wystawę lego. Inaczej BB zasądziłby od nas zwrot wydatków na terapię „Miałem niezwykle trudne dzieciństwo.”, mimo że z tego dzieciństwa już wyrósł. Przynajmniej metrykalnie.

Zatem Stadion Narodowy. I hala wypełniona konstrukcjami z klocków. Nie wiem kto dostaje większego obłędu: ja – licząc klocki użyte do budowli, Piter – robiąc kolejne zdjęcia z obciętymi stopami, biegający od WTC, przez Starłorsy, do Elvisa BlueBoy, czy Kuba – generalnie mający ochotę jak najszybciej wymiksować się z imprezy i wrócić do swojego pokoju.

Boję się. Głównie tego, że mój młodszy syn wywali wszystko z mansardy i urządzi tam Lego Room, jeszcze za mojego życia… A wtedy wszyscy umrzemy z głodu.

© 2020, Jo.. All rights reserved.