Spacer

Poszłam na spacer.

Bardzo mi przykro, ale to tyle.

Nie będzie żadnych niespodziewanych atrakcji ani zwrotów akcji. Po prostu w niedzielne, zimne i słoneczne południe poszłam na spacer.

Gwoli ścisłości: na spacer wyciągnął mnie Piter, zmuszając do podporządkowania się żądaniom kardiologa. Bo chociaż gardło już prawie OK, to nie chciało mi się ruszyć z fotela jak diabli. Zmęczona jestem, tak generalnie. Ale mąż mi kazał, a jeszcze syn się przyłączył, że niby nie będą mnie mieć na sumieniu i mam ruszyć tyłek. Bo jak za trzy tygodnie pies będzie mógł już wychodzić, to przeczołga mnie tak, że nie dojdę do bramy.

No to poszłam. Zmarzłam. Fajnie było.

© 2020, Jo.. All rights reserved.