Poniedziałek.

W każdy poniedziałkowy poranek układam sobie listę rzeczy do zrobienia. Snuję plany, czym to ja się dzisiaj wreszcie zajmę i uspokajam własne wyrzuty sumienia. Potem się budzę i… dochodzę do wniosku, że tydzień się dopiero zaczął, a ja rozpaczliwie potrzebuję odreagować właśnie miniony weekend – bez względu na to, czym mi się zasłużył. Poza tym niby jakie ma znaczenie kiedy zrobię to prasowanie? Dziś czy jutro? Zupy do lunchboxów są pomrożone… Porządki nie zając… Kolejna lekcja też może poczekać… To ja może sobie Simy włączę? W końcu co za różnica…

© 2020, Jo.. All rights reserved.