Kawiarnia.

Kilka dni temu Jakubowi przypomniało się, że pół roku temu, podczas koncertu na zakończenie roku szkolnego szkoły muzycznej BlueBoya, była zamknięta kawiarnia w Domu Kultury, w którym ten koncert się odbywał. Niby drobiazg, ale nie dla Jakuba. Ani tym bardziej nie dla nas. Bo jak się Kuba na czymś zawiesza, to nie istnieje sposób żeby go odwiesić. To znaczy: sposób inny, niż spełnienie życzenia. Sprawdziliśmy. Wielokrotnie.

Szanse na wizytę w tej właśnie kawiarni mamy niewielkie, bo czynna jest od poniedziałku do piątku, w godzinach, kiedy Jakub jest w szkole. Nie dość, że ten tu truje, to jeszcze następnego dnia BB przyszedł z radosną nowiną, że w najbliższą sobotę będzie grał na semestralnym koncerciku w… jasne – właśnie w tym samym Domu Kultury z nieczynną w soboty kawiarnią! I byłby ogromnie szczęśliwy, gdybyśmy mu towarzyszyli…

Mamo! Wymyśl coś!!!

Jasne.

W środę Kuba miał wizytę w ZUSie. Wracając zahaczyliśmy o Dom Kultury. I kawiarnię. Czynną…

Wypiliśmy sok. Pooglądaliśmy rękodzieło i włóczki.

– Jakub, widziałeś kiedy kawiarnia jest otwarta?
– Od poniedziałku do piątku.
– Pojedziemy w sobotę na koncert bez awantury?
– Dobrze.

Jutro się przekonamy.

© 2020, Jo.. All rights reserved.